Padał deszcz, jak to w Londynie. Szłam
ulicą kopiąc każdy kamyk, który wpadł mi pod nogi. Włosy
oblepiały mi twarz, ubrania były przemoczone do suchej nitki. Mimo
to nie zmierzałam do domu. W oddali widniała znajoma tabliczka
oznaczająca stację metra Victoria. Podeszłam do okienka i
poprosiłam o bilet na Victoria Line.
- Muszę szybko dostać
się na Oxford Circus – pomyślałam.
Podróż minęła szybko, bo londyńskie
metro należało do dość szybkiej formy transportu. Był to jeden z
moich ulubionych sposobów poruszania się po mieście. Wysiadłam na
Oxford Circus i spojrzałam na zegarek.
- Cholera... - szepnęłam
i pognałam do Starbucks'a na Oxford Street.
Na dotarcie tam
potrzebowałam około pięciu minut, ale po drodze coś przyciągnęło
moją uwagę. Zobaczyłam znak na ścianie przedstawiający trójkąt
z podobizną kozła. Obok widniały trzy szóstki. Wiedziałam co
symbolizował kozioł, co oznaczają trzy szóstki. Zrobiło mi się
nieswojo i już miałam rzucić się biegiem do kawiarni, kiedy go
zobaczyłam. Stał tam wysoki mężczyzna, ubrany w czarną koszulkę
z takim samym znakiem jaki widniał na budynku. Jego oczy gapiły się
na mnie wrogo. Miałam ochotę dowiedzieć się kim jest ten facet,
ale byłam już spóźniona. „Tchórz” przyszło mi na myśl.
Uważałam jednak, że chodzenie za całkiem obcym, niezbyt
przyjaźnie wyglądającym mężczyzną nie należałoby do rzeczy
rozsądnych. Cichutko, jak mi się wydawało wycofałam się z
uliczki, w której zobaczyłam znak. Właściwie to rzuciłam się
biegiem w stronę Sturbucks'a. Czułam na sobie wzrok mężczyzny aż
do momentu, kiedy zniknęłam za rogiem.
No to krótki prolog mamy z głowy :) Podoba się Wam?
Supeeeeer *_* Pisz dalej, PISZ, PISZ, PISZ <3
OdpowiedzUsuńoj, dziękuję ;*
OdpowiedzUsuńłoł ale fajne :]
OdpowiedzUsuń