czwartek, 13 czerwca 2013

Prolog


Padał deszcz, jak to w Londynie. Szłam ulicą kopiąc każdy kamyk, który wpadł mi pod nogi. Włosy oblepiały mi twarz, ubrania były przemoczone do suchej nitki. Mimo to nie zmierzałam do domu. W oddali widniała znajoma tabliczka oznaczająca stację metra Victoria. Podeszłam do okienka i poprosiłam o bilet na Victoria Line.
- Muszę szybko dostać się na Oxford Circus – pomyślałam.
Podróż minęła szybko, bo londyńskie metro należało do dość szybkiej formy transportu. Był to jeden z moich ulubionych sposobów poruszania się po mieście. Wysiadłam na Oxford Circus i spojrzałam na zegarek.
- Cholera... - szepnęłam i pognałam do Starbucks'a na Oxford Street.
Na dotarcie tam potrzebowałam około pięciu minut, ale po drodze coś przyciągnęło moją uwagę. Zobaczyłam znak na ścianie przedstawiający trójkąt z podobizną kozła. Obok widniały trzy szóstki. Wiedziałam co symbolizował kozioł, co oznaczają trzy szóstki. Zrobiło mi się nieswojo i już miałam rzucić się biegiem do kawiarni, kiedy go zobaczyłam. Stał tam wysoki mężczyzna, ubrany w czarną koszulkę z takim samym znakiem jaki widniał na budynku. Jego oczy gapiły się na mnie wrogo. Miałam ochotę dowiedzieć się kim jest ten facet, ale byłam już spóźniona. „Tchórz” przyszło mi na myśl. Uważałam jednak, że chodzenie za całkiem obcym, niezbyt przyjaźnie wyglądającym mężczyzną nie należałoby do rzeczy rozsądnych. Cichutko, jak mi się wydawało wycofałam się z uliczki, w której zobaczyłam znak. Właściwie to rzuciłam się biegiem w stronę Sturbucks'a. Czułam na sobie wzrok mężczyzny aż do momentu, kiedy zniknęłam za rogiem.

No to krótki prolog mamy z głowy :) Podoba się Wam? 

3 komentarze: