Gdy byłam już na tyle daleko od
uliczki, że mogłam zwolnić kroku, Starbuck's znajdował się tuż
przed moimi oczami. Weszłam do środka i od razu zobaczyłam wysoką
dziewczynę, o sięgających do ramion kruczoczarnych włosach. Jej zielone oczy wyglądały jakby były nieobecne. Ubrana była w koszulkę pracownika kawiarni i ciemne dżinsy. Nie
zauważyła mnie, była zbyt zajęta sączeniem kawy z firmowego
kubka.
- Jenny! - krzyknęłam, a dziewczyna spojrzała w moją
stronę. Pomachała i uśmiechnęła się, a gdy tylko podeszłam
bliżej rzekła:
- Serene, już myślałam, że nie przyjdziesz.
Zaraz kończy mi się przerwa. Miałaś mi dzisiaj pomóc!
-
Wiem, przepraszam. Spóźniłam się na metro, a potem zobaczyłam na
murze znak, skręciłam w uliczkę gdzie był ten mur, a tam
był taki facet. To było straszne, on patrzył się na mnie i...
- Serene, muszę wracać do pracy
- Ale...chciałam ci
opowiedzieć...
- Cześć dziewczyny – usłyszałam głos
Lukasa, stał tuż za mną.
- Luke! - ucieszyłam się i
przytuliłam do chłopaka.
- Dobra, ja wracam do pracy. -
oznajmiła Jennifer. - Zamawiacie coś?
- Karmelową latte –
odrzekłam szybko i usiadłam przy stoliku.
- Eee...Americanę
proszę. - powiedział Luke po czym usiadł koło mnie i powiedział
– No, to co tam młoda?
Młoda. Co za dziwny zwrot do osoby
zaledwie rok młodszej od siebie. Prychnęłam i powiedziałam:
- Nic ciekawego. Wchodzę w uliczki ze znakami oznaczającymi szatana
i przyglądam się wrogo wyglądającym mężczyznom.
-
Normalka. - Lukas zaśmiał się po czym dodał – Ale tak na
poważnie, Serene, coś się stało? Wyglądasz na zdenerwowaną.
- Przed chwilą ci powiedziałam. To przez tę uliczkę. Ten facet
był straszny.
Wzdrygnęłam się, więc Luke otoczył mnie
ramieniem. Wtuliłam twarz w jego koszulę i miałam ochotę się
rozpłakać. „Nie.”- pomyślałam - „Nie będziesz ryczeć”.
Odsunęłam się od chłopaka i popatrzyłam na niego. Uśmiechał
się do mnie a jego brązowe oczy migotały w słońcu. Dopiero teraz
zauważyłam, że przestało padać. Zmierzwił ręką mokre wciąż,
jasne włosy i powiedział:
- Chcesz mi pokazać tę uliczkę?
- Nie wiem. Boję się tam wrócić.
- Serene, nie musisz się
bać. Wszystko będzie dobrze.
W tym momencie Jen przyniosła
kawę. Myślałam, że wróci do obsługiwania klientów, ale ona
usiadła koło nas. Spojrzałam na nią pytająco.
- Szefowa
wyszła, kolega obsłuży pozostałych klientów. - oznajmiła żując muffina.
Skinęłam głową. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Lukas
wyglądał na zamyślonego. Po chwili rzekł:
- Serene, proszę.
Pokaż mi ten znak.
Nie odpowiedziałam od razu. Siedziałam, bezmyślnie wgapiając się w szklankę z moją kawą.
-
Ekhem...żyjesz? - zapytała Jennifer, wiążąc włosy w mały kucyk
na czubku głowy i odsłaniając pięciomilimetrowe tunele w uszach.
- Co? Eee...tak. - powiedziałam, po czym zwróciłam się do
Lukasa. - Dobrze, zaprowadzę cię tam.
- Super. - ucieszył się Lukas, po
czym dodał - Czekajcie pójdę po muffina.
Kiedy tylko
podszedł do lady, Jennifer odezwała się przyciszonym głosem:
- Ej, to ty i Luke coś ten teges?
- Co? - zdziwiłam się. -
Nie! To...To mój przyjaciel.
- No wiem, ale tak jakoś na siebie
patrzycie i w ogóle...
- Jenny! Nic się między nami nie
dzieje, okej?
- Między kim? - spytał Luke, trzymający w ręku
czekoladowego muffina.
- Między nikim, wracam do pracy. - rzekła
Jen i mrugnęła do mnie porozumiewawczo.
Wywróciłam oczami.
Popatrzyłam na stojącego koło mnie przyjaciela i powiedziałam:
- To co idziemy?
- Idziemy.
Nie udało nam się jednak dojść
daleko, bo ledwo podnieśliśmy się z krzeseł, za oknem zobaczyłam
mężczyznę z uliczki i powietrze rozdarł przeraźliwy wrzask.