niedziela, 16 czerwca 2013

1. Krzyk

Gdy byłam już na tyle daleko od uliczki, że mogłam zwolnić kroku, Starbuck's znajdował się tuż przed moimi oczami. Weszłam do środka i od razu zobaczyłam wysoką dziewczynę, o sięgających do ramion kruczoczarnych włosach. Jej zielone oczy wyglądały jakby były nieobecne. Ubrana była w koszulkę pracownika kawiarni i ciemne dżinsy. Nie zauważyła mnie, była zbyt zajęta sączeniem kawy z firmowego kubka.
- Jenny! - krzyknęłam, a dziewczyna spojrzała w moją stronę. Pomachała i uśmiechnęła się, a gdy tylko podeszłam bliżej rzekła:
- Serene, już myślałam, że nie przyjdziesz. Zaraz kończy mi się przerwa. Miałaś mi dzisiaj pomóc!
- Wiem, przepraszam. Spóźniłam się na metro, a potem zobaczyłam na murze znak, skręciłam w uliczkę gdzie był ten mur, a tam był taki facet. To było straszne, on patrzył się na mnie i...
- Serene, muszę wracać do pracy
- Ale...chciałam ci opowiedzieć...
- Cześć dziewczyny – usłyszałam głos Lukasa, stał tuż za mną.
- Luke! - ucieszyłam się i przytuliłam do chłopaka.
- Dobra, ja wracam do pracy. - oznajmiła Jennifer. - Zamawiacie coś?
- Karmelową latte – odrzekłam szybko i usiadłam przy stoliku.
- Eee...Americanę proszę. - powiedział Luke po czym usiadł koło mnie i powiedział – No, to co tam młoda?
Młoda. Co za dziwny zwrot do osoby zaledwie rok młodszej od siebie. Prychnęłam i powiedziałam:
- Nic ciekawego. Wchodzę w uliczki ze znakami oznaczającymi szatana i przyglądam się wrogo wyglądającym mężczyznom.
- Normalka. - Lukas zaśmiał się po czym dodał – Ale tak na poważnie, Serene, coś się stało? Wyglądasz na zdenerwowaną.
- Przed chwilą ci powiedziałam. To przez tę uliczkę. Ten facet był straszny.
Wzdrygnęłam się, więc Luke otoczył mnie ramieniem. Wtuliłam twarz w jego koszulę i miałam ochotę się rozpłakać. „Nie.”- pomyślałam - „Nie będziesz ryczeć”. Odsunęłam się od chłopaka i popatrzyłam na niego. Uśmiechał się do mnie a jego brązowe oczy migotały w słońcu. Dopiero teraz zauważyłam, że przestało padać. Zmierzwił ręką mokre wciąż, jasne włosy i powiedział:
- Chcesz mi pokazać tę uliczkę?
- Nie wiem. Boję się tam wrócić.
- Serene, nie musisz się bać. Wszystko będzie dobrze.
W tym momencie Jen przyniosła kawę. Myślałam, że wróci do obsługiwania klientów, ale ona usiadła koło nas. Spojrzałam na nią pytająco.
- Szefowa wyszła, kolega obsłuży pozostałych klientów. - oznajmiła żując muffina.
Skinęłam głową. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Lukas wyglądał na zamyślonego. Po chwili rzekł:
- Serene, proszę. Pokaż mi ten znak.
Nie odpowiedziałam od razu. Siedziałam, bezmyślnie wgapiając się w szklankę z moją kawą.
- Ekhem...żyjesz? - zapytała Jennifer, wiążąc włosy w mały kucyk na czubku głowy i odsłaniając pięciomilimetrowe tunele w uszach.
- Co? Eee...tak. - powiedziałam, po czym zwróciłam się do Lukasa. - Dobrze, zaprowadzę cię tam.
- Super. - ucieszył się Lukas, po czym dodał - Czekajcie pójdę po muffina.
Kiedy tylko podszedł do lady, Jennifer odezwała się przyciszonym głosem:
- Ej, to ty i Luke coś ten teges?
- Co? - zdziwiłam się. - Nie! To...To mój przyjaciel.
- No wiem, ale tak jakoś na siebie patrzycie i w ogóle...
- Jenny! Nic się między nami nie dzieje, okej?
- Między kim? - spytał Luke, trzymający w ręku czekoladowego muffina.
- Między nikim, wracam do pracy. - rzekła Jen i mrugnęła do mnie porozumiewawczo.
Wywróciłam oczami. Popatrzyłam na stojącego koło mnie przyjaciela i powiedziałam:
- To co idziemy?
- Idziemy.
Nie udało nam się jednak dojść daleko, bo ledwo podnieśliśmy się z krzeseł, za oknem zobaczyłam mężczyznę z uliczki i powietrze rozdarł przeraźliwy wrzask.



czwartek, 13 czerwca 2013

Prolog


Padał deszcz, jak to w Londynie. Szłam ulicą kopiąc każdy kamyk, który wpadł mi pod nogi. Włosy oblepiały mi twarz, ubrania były przemoczone do suchej nitki. Mimo to nie zmierzałam do domu. W oddali widniała znajoma tabliczka oznaczająca stację metra Victoria. Podeszłam do okienka i poprosiłam o bilet na Victoria Line.
- Muszę szybko dostać się na Oxford Circus – pomyślałam.
Podróż minęła szybko, bo londyńskie metro należało do dość szybkiej formy transportu. Był to jeden z moich ulubionych sposobów poruszania się po mieście. Wysiadłam na Oxford Circus i spojrzałam na zegarek.
- Cholera... - szepnęłam i pognałam do Starbucks'a na Oxford Street.
Na dotarcie tam potrzebowałam około pięciu minut, ale po drodze coś przyciągnęło moją uwagę. Zobaczyłam znak na ścianie przedstawiający trójkąt z podobizną kozła. Obok widniały trzy szóstki. Wiedziałam co symbolizował kozioł, co oznaczają trzy szóstki. Zrobiło mi się nieswojo i już miałam rzucić się biegiem do kawiarni, kiedy go zobaczyłam. Stał tam wysoki mężczyzna, ubrany w czarną koszulkę z takim samym znakiem jaki widniał na budynku. Jego oczy gapiły się na mnie wrogo. Miałam ochotę dowiedzieć się kim jest ten facet, ale byłam już spóźniona. „Tchórz” przyszło mi na myśl. Uważałam jednak, że chodzenie za całkiem obcym, niezbyt przyjaźnie wyglądającym mężczyzną nie należałoby do rzeczy rozsądnych. Cichutko, jak mi się wydawało wycofałam się z uliczki, w której zobaczyłam znak. Właściwie to rzuciłam się biegiem w stronę Sturbucks'a. Czułam na sobie wzrok mężczyzny aż do momentu, kiedy zniknęłam za rogiem.

No to krótki prolog mamy z głowy :) Podoba się Wam?