środa, 31 lipca 2013

2. Nie tylko wspomnienia bolą


Dopiero po chwili zorientowałam się że to ja krzyczę. W kawiarni zrobiło się spore zamieszanie. Jenny zamiatała szkło ze stłuczonej szklanki, ludzie dookoła wymieniali zszokowane spojrzenia lub spoglądali na mnie ukradkiem. Koło mnie kucał zdenerwowany Luke. Trzymał mnie za ramię i chyba coś mówił, ale nic nie słyszałam. Nie mogłam otrząsnąć się po tym co przed chwilą zobaczyłam. Nie widziałam tylko faceta. To było coś więcej. I ten ból przeszywający całe ciało... Moje oczy powędrowały do okna, ale nikogo tam nie było. Czy mężczyzna był tylko złudzeniem? Czułam, że zaczynam odbierać bodźce i już po chwili usłyszałam wołanie Luke'a. 
- Serene...Serene, słyszysz? Co się dzieje? SERENE!
Nie odpowiedziałam. Wsłuchiwałam się w jego przerażony głos. Zastanawiałam się jak z jego perspektywy wyglądała scena mająca przed chwilą miejsce. Wiedziałam jak musiała wyglądać z punktu widzenia przypadkowych ludzi w Sturbucks'ie. Jakaś wariatka nagle zaczyna wrzeszczeć i osuwa się na krzesło. Boże, co Ci ludzie teraz musieli sobie myśleć. Miałam ochotę jak najszybciej wyjść z kawiarni. Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Spróbowałam ponownie, lecz sytuacja się powtórzyła. Dopiero trzecia próba okazała się skuteczna.
- Luke...- wyszeptałam ochryple i wskazałam na wyjście.
Zrozumiał od razu. Pomógł mi wstać i za rękę wyprowadził z lokalu. Jen poszła za nami.
- Odprowadzę ją. - powiedziała do Lukasa, ale on odpowiedział:
- Nie, ja to zrobię. Musisz pracować, tak?
Podmuch chłodnego wiatru nieco mnie otrzeźwił. W końcu mogłam normalnie się odezwać.
- Luke ma rację, Jen, nie będę cię wyciągać z pracy. Nic się nie stało.
- Prawie zemdlałaś w kawiarni, ale nie, w ogóle nic się nie stało! - odparła Jenny sarkastycznie.
- Daj jej spokój. Lepiej, żeby poszła już do domu.
- Dobra, jak chcesz! - Jen nie była zachwycona tym pomysłem. - Koniecznie do mnie zadzwoń jak przyjedziesz.
- Spoko, Luke mnie chyba nie porwie – zażartowałam.
Jennifer prychnęła, pocałowała mnie w policzek i zniknęła w kawiarni. My natomiast ruszyliśmy w stronę mojego domu. Mieszkałam w typowej londyńskiej kamieniczce przy ulicy Denbigh, czyli jakieś czterdzieści minut drogi stąd na piechotę. Metrem około dziesięć minut. Postanowiliśmy jednak, że zrobimy sobie spacer. Szliśmy w milczeniu, mijając sklepy na Oxford Street.
- Pójdziemy przez park? - zapytał Luke po chwili.
Pokiwałam głową i wróciłam do swoich myśli. Czy ten facet był jedynie wyobrażeniem? I czemu tak bardzo wystraszył mnie widok jakiegoś mężczyzny? Był dziwny, to jasne. Jednak to co się stało nie było nawet w najmniejszym stopniu normalne. Nie poczułam przecież tylko strachu, ale i ból...Ale czy był to ból fizyczny?
- Serene? - szepnął idący obok mnie przyjaciel i dopiero teraz zorientowałam się, że trzyma mnie za rękę. Poczułam się nieswojo.
- Mhm?
- Eee...Chciałem cię o coś zapytać...
- Słucham... - powiedziałam niepewnie.
- No wiesz...Dawno nie widziałem cię z Joshem...Dalej jesteś jego dziewczyną?
Auć. Zabolało. Cztery miesiące temu, jeszcze przed wakacjami spotykałam się z Joshem Watsonem. Dość długo, prawie rok. Pewnego dnia powiedział, że nie może tego ciągnąć. Tydzień później przeprowadził się do Szkocji. Nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktów. Po raz kolejny stanęły mi przed oczami te wspólnie spędzone miesiące. Pikniki na łąkach na przedmieściach, spacery po różnych parkach Londynu, karmienie tych głupich wiewiórek. Wspólny weekend w Paryżu, wizyta w Disneylandzie...Przypomniałam sobie jak cholernie za nim tęsknie, chociaż przez dłuższy czas udawało mi się o tym nie myśleć. Przypomniał mi się jego uroczy uśmiech, łagodny dotyk, kiedy odgarniał mi grzywkę z czoła, jego śliczne, błękitne oczy...
Zauważyłam, że Luke patrzy na mnie wyczekująco i poczułam, że moją twarz pokrywa rumieniec. Na jak długo odpłynęłam?
- Josh wyjechał do Szkocji cztery miesiące temu. - powiedziałam sucho, a do oczu napłynęły mi łzy. Szybko jednak powstrzymałam się od płaczu. Lukas nie odpowiedział. Szliśmy dalej nie odzywając się do siebie. Nawet nie odnotowałam kiedy chłopak puścił moją rękę. Gdy zaczęłam się zastanawiać czy jest na mnie zły, dotarliśmy do mojego domu. Była to typowa londyńska kamieniczka, wykonana z jasnych kamieni przyłączonych do siebie. Brzegi ścian pomalowano na biało. Drzwi miały zielony kolor. Mieszkałam tu z rodzicami od czterech lat. Zaproponowałam Luke'owi wejście do środka choć nie bardzo miałam na to ochotę. Na szczęście chłopak odmówił, po czym dodał coś co totalnie mnie zamurowało:
- Tak właściwie to umówiłem się z Lou...
Louisa była eks-dziewczyną Lukasa. Dawno o niej nie wspominał.
- Z Lou?
- Spoko młoda. Chciała tylko pogadać czy coś. Nie musisz być zazdrosna – rzekł chłopak i puścił do mnie oko.
Zaśmiałam się i wywróciłam oczami. To był nasz stary żart.
- No to w takim razie bawcie się dobrze.

Przyjaciel podziękował, przytulił mnie na pożegnanie i poszedł. Wyjęłam klucze z torebki i otworzyłam drzwi. Zdjęłam moje podniszczone glany w przedpokoju i udałam się do urządzonej na fioletowo, przestronnej kuchni. Wyjęłam z lodówki puszkę Pepsi, po czym szybko weszłam po schodach kierując się w stronę swojego pokoju. Gdy tylko przekroczyłam próg drzwi moim oczom ukazała się przytulna sypialnia. Trzy jasno szare ściany, jedna w lazurowym odcieniu morza. Panele miały kolor jasnego piasku. Z lewej strony pokoju, w kąciku stało łóżko przykryte chabrową pościelą. Na wprost od wejścia widniała biała komoda, z prawej strony regał w tym samym kolorze. Mebel ten skrywał wszystkie moje skarby rozpoczynając od książek, przez wszelkie gadżety i kończąc na biżuterii. Na szafce nocnej koło mojego łóżka spoczywał laptop, a na biurku obok komody znajdował się telewizor. Ściany oklejone były plakatami, rysunkami i zdjęciami. Zdjęłam dżinsy i rzuciłam je na krzesło przy biurku. Tak samo potraktowany został mój czarny T-shirt z Metallicą. Stanęłam przed szafą i wygrzebałam za duże szare leginsy w dziwne wzory. Jeżeli chodzi o koszulkę to znalezienie jej zajęło mi więcej czasu. Jeszcze wczoraj pewnie nie pamiętałabym, że ona tu jest. Nie chciałabym pamiętać że ją mam. Po przeszukaniu wszelkich zakamarków garderoby wreszcie go znalazłam. T-shirt Josha. Z Sabatonem, ulubionym zespołem mojego chłopaka...To znaczy byłego chłopaka...”I'm the lion from the North” głosił napis z tyłu koszulki, będący tytułem piosenki. Założyłam ją i zalała mnie nowa fala wspomnień. Spływ Tamizą. Pierwszy pocałunek w Sylwestra, na Trafalgar Square. Dzień, w którym mnie zostawił...
Dzień przed tym byliśmy na spacerze, nie pamiętam dokładnie gdzie. Wszystko było dobrze. Wieczorem odprowadził mnie do domu, pocałował mnie w czoło, powiedział, że mnie kocha. Następnego dnia wyglądał na wyczerpanego i smutnego. Patrzył mi w oczy. To był ostatni raz kiedy widziałam je z tak bliska, kiedy tonęłam w ich błękicie. Chwilę później rzekł „Serene, naprawdę nie mogę tego ciągnąć. To koniec. Przykro mi.” Chciałam to z nim wyjaśnić, ale tydzień później już nie było go w kraju. Płakałam miesiąc może dwa. Nigdy przy ludziach.
Poczułam, że po policzkach spływają mi łzy. Już nawet nie próbowałam ich powstrzymywać. Szlochałam leżąc na łóżku i wtedy to się stało. Ból. Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Sturlałam się z łóżka. Leżałam bezwładnie na podłodze, nie mogąc się ruszyć, czując tylko pulsujący ból w każdej części ciała. Ostatnie co pamiętam zanim straciłam przytomność to ukazujący się w mojej głowie znak z uliczki. 

niedziela, 16 czerwca 2013

1. Krzyk

Gdy byłam już na tyle daleko od uliczki, że mogłam zwolnić kroku, Starbuck's znajdował się tuż przed moimi oczami. Weszłam do środka i od razu zobaczyłam wysoką dziewczynę, o sięgających do ramion kruczoczarnych włosach. Jej zielone oczy wyglądały jakby były nieobecne. Ubrana była w koszulkę pracownika kawiarni i ciemne dżinsy. Nie zauważyła mnie, była zbyt zajęta sączeniem kawy z firmowego kubka.
- Jenny! - krzyknęłam, a dziewczyna spojrzała w moją stronę. Pomachała i uśmiechnęła się, a gdy tylko podeszłam bliżej rzekła:
- Serene, już myślałam, że nie przyjdziesz. Zaraz kończy mi się przerwa. Miałaś mi dzisiaj pomóc!
- Wiem, przepraszam. Spóźniłam się na metro, a potem zobaczyłam na murze znak, skręciłam w uliczkę gdzie był ten mur, a tam był taki facet. To było straszne, on patrzył się na mnie i...
- Serene, muszę wracać do pracy
- Ale...chciałam ci opowiedzieć...
- Cześć dziewczyny – usłyszałam głos Lukasa, stał tuż za mną.
- Luke! - ucieszyłam się i przytuliłam do chłopaka.
- Dobra, ja wracam do pracy. - oznajmiła Jennifer. - Zamawiacie coś?
- Karmelową latte – odrzekłam szybko i usiadłam przy stoliku.
- Eee...Americanę proszę. - powiedział Luke po czym usiadł koło mnie i powiedział – No, to co tam młoda?
Młoda. Co za dziwny zwrot do osoby zaledwie rok młodszej od siebie. Prychnęłam i powiedziałam:
- Nic ciekawego. Wchodzę w uliczki ze znakami oznaczającymi szatana i przyglądam się wrogo wyglądającym mężczyznom.
- Normalka. - Lukas zaśmiał się po czym dodał – Ale tak na poważnie, Serene, coś się stało? Wyglądasz na zdenerwowaną.
- Przed chwilą ci powiedziałam. To przez tę uliczkę. Ten facet był straszny.
Wzdrygnęłam się, więc Luke otoczył mnie ramieniem. Wtuliłam twarz w jego koszulę i miałam ochotę się rozpłakać. „Nie.”- pomyślałam - „Nie będziesz ryczeć”. Odsunęłam się od chłopaka i popatrzyłam na niego. Uśmiechał się do mnie a jego brązowe oczy migotały w słońcu. Dopiero teraz zauważyłam, że przestało padać. Zmierzwił ręką mokre wciąż, jasne włosy i powiedział:
- Chcesz mi pokazać tę uliczkę?
- Nie wiem. Boję się tam wrócić.
- Serene, nie musisz się bać. Wszystko będzie dobrze.
W tym momencie Jen przyniosła kawę. Myślałam, że wróci do obsługiwania klientów, ale ona usiadła koło nas. Spojrzałam na nią pytająco.
- Szefowa wyszła, kolega obsłuży pozostałych klientów. - oznajmiła żując muffina.
Skinęłam głową. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Lukas wyglądał na zamyślonego. Po chwili rzekł:
- Serene, proszę. Pokaż mi ten znak.
Nie odpowiedziałam od razu. Siedziałam, bezmyślnie wgapiając się w szklankę z moją kawą.
- Ekhem...żyjesz? - zapytała Jennifer, wiążąc włosy w mały kucyk na czubku głowy i odsłaniając pięciomilimetrowe tunele w uszach.
- Co? Eee...tak. - powiedziałam, po czym zwróciłam się do Lukasa. - Dobrze, zaprowadzę cię tam.
- Super. - ucieszył się Lukas, po czym dodał - Czekajcie pójdę po muffina.
Kiedy tylko podszedł do lady, Jennifer odezwała się przyciszonym głosem:
- Ej, to ty i Luke coś ten teges?
- Co? - zdziwiłam się. - Nie! To...To mój przyjaciel.
- No wiem, ale tak jakoś na siebie patrzycie i w ogóle...
- Jenny! Nic się między nami nie dzieje, okej?
- Między kim? - spytał Luke, trzymający w ręku czekoladowego muffina.
- Między nikim, wracam do pracy. - rzekła Jen i mrugnęła do mnie porozumiewawczo.
Wywróciłam oczami. Popatrzyłam na stojącego koło mnie przyjaciela i powiedziałam:
- To co idziemy?
- Idziemy.
Nie udało nam się jednak dojść daleko, bo ledwo podnieśliśmy się z krzeseł, za oknem zobaczyłam mężczyznę z uliczki i powietrze rozdarł przeraźliwy wrzask.



czwartek, 13 czerwca 2013

Prolog


Padał deszcz, jak to w Londynie. Szłam ulicą kopiąc każdy kamyk, który wpadł mi pod nogi. Włosy oblepiały mi twarz, ubrania były przemoczone do suchej nitki. Mimo to nie zmierzałam do domu. W oddali widniała znajoma tabliczka oznaczająca stację metra Victoria. Podeszłam do okienka i poprosiłam o bilet na Victoria Line.
- Muszę szybko dostać się na Oxford Circus – pomyślałam.
Podróż minęła szybko, bo londyńskie metro należało do dość szybkiej formy transportu. Był to jeden z moich ulubionych sposobów poruszania się po mieście. Wysiadłam na Oxford Circus i spojrzałam na zegarek.
- Cholera... - szepnęłam i pognałam do Starbucks'a na Oxford Street.
Na dotarcie tam potrzebowałam około pięciu minut, ale po drodze coś przyciągnęło moją uwagę. Zobaczyłam znak na ścianie przedstawiający trójkąt z podobizną kozła. Obok widniały trzy szóstki. Wiedziałam co symbolizował kozioł, co oznaczają trzy szóstki. Zrobiło mi się nieswojo i już miałam rzucić się biegiem do kawiarni, kiedy go zobaczyłam. Stał tam wysoki mężczyzna, ubrany w czarną koszulkę z takim samym znakiem jaki widniał na budynku. Jego oczy gapiły się na mnie wrogo. Miałam ochotę dowiedzieć się kim jest ten facet, ale byłam już spóźniona. „Tchórz” przyszło mi na myśl. Uważałam jednak, że chodzenie za całkiem obcym, niezbyt przyjaźnie wyglądającym mężczyzną nie należałoby do rzeczy rozsądnych. Cichutko, jak mi się wydawało wycofałam się z uliczki, w której zobaczyłam znak. Właściwie to rzuciłam się biegiem w stronę Sturbucks'a. Czułam na sobie wzrok mężczyzny aż do momentu, kiedy zniknęłam za rogiem.

No to krótki prolog mamy z głowy :) Podoba się Wam?